4 poruszające historie z podróży
Posłuchaj czterech podnoszących na duchu historii z podróży, które słyszeliśmy przez lata. Jeśli nie. 2 nie powoduje, że płaczesz, prawdopodobnie jesteś robotem! 1. Jak odnaleziono matkę zagubioną w chaosie podróżniczym Anulowano. Odwołany. Odwołany, rozpoczyna się historia podróży Agnes Mwangale. Była godzina 18:00. 15 kwietnia 2010 r. i właśnie przybyła na lotnisko w Toronto. Przeglądając tablicę przylotów, poczuła ucisk w żołądku i uświadomiła sobie, że nie wszystko będzie dobrze, pomimo obietnicy złożonej matce. Popiół wulkaniczny z islandzkiego Eyjafjallajökull prawie zniszczył europejskie lotniska...
4 poruszające historie z podróży
Posłuchaj czterech podnoszących na duchu historii z podróży, które słyszeliśmy przez lata. Jeśli nie. 2 nie powoduje, że płaczesz, prawdopodobnie jesteś robotem!
1. Jak odnalazła się matka zagubiona w chaosie podróży
Odwołany. Odwołany. Odwołany, rozpoczyna się historia podróży Agnes Mwangale. Była godzina 18:00. 15 kwietnia 2010 r. i właśnie przybyła na lotnisko w Toronto. Przeglądając tablicę przylotów, poczuła ucisk w żołądku i uświadomiła sobie, że nie wszystko będzie dobrze, pomimo obietnicy złożonej matce.
Pył wulkaniczny unoszący się nad islandzkim Eyjafjallajökull spowodował zamknięcie europejskich lotnisk na prawie tydzień i unieruchomił tysiące pasażerów na całym świecie. Wśród nich była matka Agnes, Sophia Atila Kafu, która utknęła prawie 6000 km dalej, na lotnisku Schiphol w Amsterdamie.
Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że Sophia miała 64 lata, nigdy nie była poza Kenią, nigdy nie była w samolocie, nigdy nie była na lotnisku, nie mówiła po angielsku (tylko suahili i luhya), miała przy sobie tylko 25 euro i nie miała działającego telefonu komórkowego.
Zanim Agnes zorientowała się, że coś jest nie tak, Sophia utknęła na lotnisku Schiphol już od 19 godzin. Miała przy sobie pewne informacje kontaktowe w sytuacjach awaryjnych, ale nie wykonano jeszcze ani nie odebrano żadnych połączeń.
Zdając sobie sprawę, że jej matka nie może szukać pomocy, Agnes zadzwoniła do linii lotniczych KLM i zapytała, czy mogą jej szukać. Linia lotnicza powiedziała jej, że na lotnisku panuje zbyt duży chaos i nie mogą zlokalizować konkretnej osoby. Po kilku godzinach Agnes opuściła lotnisko i zaszyła się w pobliskim hotelu, gorączkowo oglądając wiadomości.
Kiedy następnego ranka nadal nie było żadnych wiadomości, Agnes zadzwoniła do ambasady Kenii w Hadze i została połączona z dyplomatą Kenii, który obiecał pojechać do Amsterdamu następnego ranka, jeśli Sophia nie zostanie odnaleziona do wieczora.
Nie mogąc odpocząć, Agnes skontaktowała się z przyjaciółmi i współpracownikami ze Świata Wolnego od AIDS, prosząc o pomoc. Wkrótce nad rozwiązaniem pracowali ludzie z Bostonu, Toronto, Nowego Jorku i San Francisco. Tymczasem Sophia była uwięziona przez prawie 40 godzin.
Jedna z przyjaciół Agnes, Paula Donovan, wysłała do swoich kontaktów e-mail zatytułowany „Naprawdę potrzebuję Twojej pomocy w zakresie networkingu!” Błagano: „Czy znasz kogoś, kto utknął w Amsterdamie lub znasz kogoś, kto zna kogoś, kto zna kogoś, kogo znajomi na Facebooku lub Twitterze mogą tam być?”
Ten e-mail wylądował w skrzynce odbiorczej pracownika AIDS-Free World w San Francisco. W ciągu kilku minut wiadomość dotarła do prawnika w Waszyngtonie, który przekazał ją innemu prawnikowi z tej samej firmy, a ten następnie przekazał ją jego ojcu. Następnie przesyłka trafiła do dyrektora Delta Airlines (partnera KLM), a następnie do innego menedżera Delta w Atlancie.
W ciągu dwóch godzin e-mail trafił do skrzynki odbiorczej George'a Bougiasa, regionalnego menedżera ds. obsługi klienta firmy Delta, gdy jadł on z żoną kolację. W pierwszej chwili zastanawiał się, czy sprawdzenie numeru na pewno nie jest żartem.
Agnes odebrała telefon i rozpaczliwie zapewniła go, że jej sytuacja jest prawdziwa. Wysłała mu zdjęcia Sophii i kilka minut później George był już w drodze na lotnisko. On i sześciu agentów ochrony rozpoczęli przeszukiwanie terminali, do których wkrótce dołączyła Jacqueline Wittebrood, która otrzymała wiadomość od przyjaciółki z Nowego Jorku, oraz jej przyjaciółka Fezekile Kuzwayo, która mówiła w języku suahili. Razem przeczesywali terminale.
Zbliżała się północ i zespół prawie zakończył poszukiwania, gdy zauważył dwie samotne postacie w odosobnionym miejscu w pobliżu kasyna na lotnisku. Podeszli i wzięli koc. Była wśród nich Afrykanka, ale mając około 40 lat była za młoda na Sophię. Grupa odwróciła się do drugiej pryczy i zajrzała pod sufit.
„Mama Zofia?” – zapytał Fezekile. Następnie w języku suahili: „Twoja córka nas tu przysłała”.
Sophia uśmiechnęła się, odsłaniając przerwę w zębach, taką samą jak ta na jej zdjęciach. W końcu odnaleziono Mamę Sophię. Wstrząśnięta, ale uspokojona, wyjaśniła, że opiekowała się nią druga kobieta, pochodząca z Konga mówiąca po angielsku. Próbowali zadzwonić do Agnes, ale nie mogli dodzwonić się do jej numeru.
Cztery dni później Sophia przybyła do Kanady na czas, aby Agnes ukończyła studia. Co zaskakujące, to doświadczenie sprawiło, że nabrała pozytywnego nastawienia do latania. Choć było to przygnębiające, życzliwość nieznajomych dała jej ważną lekcję: „Możesz mieć problem” – powiedziała. „Ale dopóki inni o tym wiedzą, nie jest już tylko twój”.
Na podstawie oryginalnej historii opublikowanej w The New York Times
2. Walcz, aby uciec
„Zeszłej nocy mój mąż i ja otrzymaliśmy tragiczną wiadomość, że nasz trzyletni wnuk został zamordowany w Denver przez chłopaka naszej córki” – zaczynał się list Nancy do elliott.org.
„Dziś wieczorem o 21:00 zostanie odłączony od aparatury podtrzymującej życie, a jego rodzice wybrali dawstwo narządów, co nastąpi natychmiast. Ponad 25 osób otrzyma dziś wieczorem jego dar, a wiele istnień ludzkich zostanie uratowanych”.
Wkrótce po tej okropnej wiadomości Nancy zarezerwowała bilety dla swojego męża Marka na lot z Los Angeles do Tucson do Denver. „Przez całą rozmowę sprzedawca powstrzymywał się od łez” – napisała Nancy w liście. „Właściwie jestem jej macochą i o wiele ważniejsze jest, aby mój mąż był przy mnie, niż ja”.
Niestety podróż nie przebiegła zgodnie z planem. Mark przybył do LAX na dwie godziny przed lotem, ale szybko zdał sobie sprawę, że skrajne opóźnienia w odprawie i bagażu uniemożliwią mu udział w locie.
W liście Nancy opisuje, jak był bliski łez, gdy błagał TSA (Administrację Bezpieczeństwa Transportu) i Southwest Airlines o przyspieszenie. Wyjaśnił, że jeśli spóźni się na ten lot, nigdy więcej nie zobaczy wnuka, ale nikt nie zainteresował się nim na tyle, aby mu pomóc.
Kilka minut po planowanym odlocie samolotu w końcu wyszedł spod kontroli, chwycił swój bagaż i wciąż w skarpetkach pobiegł do bramki z pełną nadziei desperacją. Gdy skręcił za róg, zauważył agenta bramy. Było już 12 minut po godzinie odlotu, ale obok agenta stał pilot samolotu.
– Czy jesteś Markusem? zapytał. „Zorganizowaliśmy dla Ciebie samolot i bardzo nam przykro z powodu straty Twojego wnuka”.
Zdyszany i bliski łez Mark upadł z wdzięczności.
Pilot go uspokoił. „Nie możesz nigdzie iść beze mnie, a ja nigdzie bym bez ciebie nie poszedł. A teraz odpręż się. Zabierzemy cię tam. Jeszcze raz bardzo przepraszam”.
3. Rewelacja w autobusie
„Siedziałem z tyłu autobusu w małej wiosce Watsi w Kostaryce” – zaczyna historia Chase Adams.
„W przejściu z przodu stała kobieta w podartym ubraniu. Trzymała czerwoną teczkę i rozmawiała z pasażerami w pobliżu. Myślałam, że sprzedaje naklejki lub kremy do skóry.
Kilka minut później podniosłem wzrok i zobaczyłem ją idącą korytarzem w moją stronę. Trzymała w dłoni plastikową torbę i choć minęła zaledwie kilku pasażerów, torba pękała od pieniędzy. Nie mogłem w to uwierzyć. W ciągu półtora roku mojej służby w Korpusie Pokoju nigdy nie widziałem, żeby sprzedawca autobusów zarabiał tak dużo.
Kiedy do mnie dotarła, nadal nie miałem pojęcia, co sprzedaje. Wtedy mężczyzna obok mnie chciał zobaczyć czerwoną teczkę, którą trzymała.
Gdy tylko otworzyła teczkę, wszystko ułożyło się na swoim miejscu. Po jednej stronie było zdjęcie, po drugiej dokument. Zdjęcie przedstawiało małego chłopca z nacięciem na szerokości brzucha. W dokumencie opisano jego stan zdrowia. Chłopiec był jej synem.
W tym momencie doznałem czegoś, co można opisać jedynie jako objawienie. Gdybym w jakiś sposób mógł połączyć tę kobietę z moimi przyjaciółmi i rodziną w domu, w ciągu jednego dnia miałaby pieniądze na opłacenie leczenia syna”.
Tym momentem były narodziny Watsi, obecnie globalnej platformy finansowania społecznościowego, która umożliwia każdemu przekazanie zaledwie 5 dolarów na bezpośrednie finansowanie zmieniającej życie opieki zdrowotnej dla osób potrzebujących.
Aby kwalifikować się do finansowania Watsi, pacjenci muszą cierpieć na chorobę, która nieleczona poważnie wpłynie na ich standard życia. Zabiegi kwalifikujące się do finansowania Watsi kosztują mniej niż 1500 dolarów, charakteryzują się dużym prawdopodobieństwem powodzenia i są poza zasięgiem finansowym potrzebującego pacjenta.
Krótko mówiąc, zabiegi Watsi są opłacalne i skuteczne. A co najważniejsze, są wymierne rezultaty. Kiedy pacjent przejdzie pomyślnie operację, wszyscy dawcy otrzymują aktualne informacje na ten temat, co sprawia, że różnica jest wyraźna i niezrównana pod względem dobrego samopoczucia.
Do tej pory 7686 osób sfinansowało opiekę zdrowotną dla 2572 pacjentów w 20 krajach – a wszystko dlatego, że Chase podróżował przez małe miasteczko Watsi w Kostaryce.
4. Człowiek w 16C
Wszyscy często podróżujący znają strach przed siedzeniem obok dziecka. W głębi duszy masz nadzieję, że nie spędzi lotu na krzykach. Mają nadzieję, że jego rodzice wiedzą, jak to kontrolować. Masz nadzieję, że zaznasz spokoju i ciszy.
A teraz wyobraź sobie, że jesteś rodzicem i wiesz, że Twoje dziecko będzie krzyczeć, wiercić się i zakłócać spokój innych – nie dlatego, że nie możesz nad nim zapanować, ale dlatego, że ma autyzm. Wyobraź sobie, że modlisz się w milczeniu za życzliwą starszą kobietę lub innego rodzica, który mógłby cię zrozumieć.
A potem wyobraź sobie, że zamiast tego masz ważnego biznesmena w garniturze, teczce i garści dokumentów. Wyobraź sobie cichy strach, gdy Twoja córka wyciąga rękę, gładzi go po ramieniu i mówi do niego „tatusiu” i nie przestaje tego robić.
Taka sytuacja przydarzyła się Shanell podczas lotu z 3-letnią córką Kate, ale jak pisze na swoim blogu, reakcja pasażerki nie była taka, jakiej się spodziewała:
Mogłaś poruszyć się niewygodnie na swoim miejscu. Mogłaś je zignorować. Mogłaś obdarzyć mnie tym „uśmiechem”, którym gardzę, ponieważ oznacza on: „Proszę, zaopiekuj się swoim dzieckiem”. Nic z tego nie zrobiłeś. Wciągałeś Kate w rozmowę i zadawałeś jej pytania na temat jej żółwi... Patrzyłem i uśmiechałem się. Złożyłem kilka grzecznych propozycji, żeby cię odwrócić, ale ty nie zgodziłeś się na to.
Shanell opisuje dalej, jak jej córka nie pozwoliła mężczyźnie odpocząć. „Interakcja trwała i trwała, a ty nigdy nie wydawałeś się zirytowany”.
Sprawy się jeszcze pogorszyły: „Tuż przed wylądowaniem Kate osiągnęła już limit. Krzyczała, żeby się zapięła, krzyczała, żebym otworzył drzwi samolotu, a ona płakała i powtarzała w kółko: „Samolot jest zamknięty”. Próbowałeś zwrócić jej uwagę na zabawkę. W tym momencie była już za daleko, ale fakt, że próbowałeś pomóc, poruszył mnie emocjonalnie.
Shanell kontynuuje: „Jeśli się zastanawiasz, kiedy wysiedliśmy z samolotu, wszystko było w porządku. Dziękujemy, że pozwoliłeś nam przewodzić. Kate poczuła się przytłoczona i uciekła z samolotu, a wystarczył jej wielki, długi uścisk. Zatem dziękuję.
Dziękuję, że nie kazałeś mi powtarzać tych okropnych, przepraszających zwrotów, które tak często wypowiadam publicznie. Dziękujemy za zapewnienie Kate tak wspaniałej zabawy, że odbyła swój najbardziej udany lot w historii. I dziękuję, że odłożyłeś papiery i bawiłeś się z naszą dziewczynką w żółwie.
Znam ten uśmiech, o którym mówi Shanell – ten, który mówi: „Zaopiekuj się swoim dzieckiem, proszę” – ponieważ pokazywałam go już rodzicom. Poczułem w środku zniecierpliwienie i irytację, ale mam nadzieję, że następnym razem, gdy znajdę się w takiej sytuacji, zachowam się z takim samym wdziękiem i zrozumieniem, jak mężczyzna w 16C.
4.5 Słodsza strona Reddita
Przeszukałem Reddit i Google w poszukiwaniu tej historii, ale nie mogłem jej znaleźć, więc muszę po prostu z pamięci przedstawić trzyliniowe podsumowanie. Kiedy w 2011 roku Japonię nawiedziło niszczycielskie trzęsienie ziemi, użytkownik Redditora opublikował post, w którym napisał, że jego matka utknęła w japońskiej prowincji bez dostępu do jedzenia i wody.
Inny Redditor przeczytał post. Był w Japonii i przygotował dużą paczkę z żywnością, dotarł aż do miasta matki i zapukał do jej drzwi, aby ją przekazać.
To było niezwykle podnoszące na duchu i słodkie (słowa nie są często kojarzone ze społecznością Reddit), ale obawiam się, że nie mogę znaleźć linku, więc to tylko połowa historii. Jeśli go znajdziesz, daj mi znać!
.